Dziś dla oddechu po ostatnio podjętym trudnym temacie krótka recenzja nowej książki Wydawnictwa Znak Literanova. Przeczytajcie i... biegnijcie do księgarni! ;-)
Dawno nie czytałam książki, od
której po prostu nie mogłabym się oderwać. Wreszcie się
doczekałam: „Dziewczyna, którą kochałeś” Jojo Moyes to
książka, przy której żal przerywać czytanie. To pierwsza książka
Moyes, która wpadła mi w ręce. Słyszałam wcześniej, że ta
pisarka ma już wierne grono zachwyconych czytelników i jest
traktowana jako fenomen na rynku księgarskim. Teraz ja dołączam
do wielbicieli pisarstwa Moyes. Na co można liczyć sięgając po
„Dziewczynę, którą kochałeś”? Na świetną akcję,
wyrazistych bohaterów, których się kocha lub nienawidzi, głębokie
wzruszenia i to nie do przecenienia wrażenie, że obcuje się z
naprawdę dobrą literaturą.
„Dziewczyna, którą kochałeś” to
tytuł obrazu, który w pewien niekonwencjonalny sposób staje się
głównym bohaterem książki. To ten obraz potrafi zrobić prawdziwe
zamieszanie w życiu Sophie – Francuzki prowadzącej mały hotel w
okupowanym przez Niemców miasteczku podczas I wojny światowej i
prawie 100 lat później – w życiu Liv – młodej wdowy po
wybitnym londyńskim architekcie. Co takiego ma w sobie ten obraz, że
Liv jest w stanie stracić majątek całego życia, żeby tylko
zatrzymać dzieło w swoim domu? Jaka jest historia obrazu i
namalowanej na nim dziewczyny? Odkrywamy to na kolejnych stronach
książki towarzysząc Liv w jej samotności i walce, nie tylko o
obraz, ale chyba przede wszystkim o siebie i swoje prawo do
szczęścia.
Po lekturze „Dziewczyny, którą
kochałeś” wiem na pewno, że to nie będzie ostatnia książka
Moyes, którą przeczytam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz