Do sięgnięcia po książkę „Nie zapomnij mnie” Anny Bellon skusiła mnie opinia o samej autorce rozpowszechniana w mediach, że jest to pisarka bestsellerowa. Sprawdziłam już, że generalnie pozytywnie odbieram bestsellery. Jednak w tym wypadku to nie zadziałało.
Książka jest kontynuacją „Uratuj
mnie”, w której po raz pierwszy spotykamy się z Niną i
Olivierem. Nie czytałam tej książki, a być może wtedy z większym
zainteresowaniem dowiadywałabym się o dalszych losach bohaterów.
Można gdybać.
Niby książka jest napisana poprawnie,
jest przede wszystkim wątek miłosny, niepozbawiony trudności w
realizacji – wydawałoby się przepis na – jak obiecywano –
bestseller. Ale wszystko to jakieś miałkie, powierzchowne i
pozbawione głębi. Już na samym początku można właściwie
domyślać się końca. Fajny – ale zupełnie nie nowy – zabieg
przekazywania narracji bohaterom jakoś pociąga lekturę do przodu.
Myślę, że gdyby nie to, rzuciłabym książkę grubo przed
połową.
Jedyne co może tłumaczyć te pozycję
to fakt, że być może jest ona skierowana do młodszej młodzieży,
którą już nie jestem i oczekuję od fabuły czegoś więcej niż
tylko zmierzającego prosto do happy endu w niczym nie zaskakującego
spotkania po latach dawnych zakochanych. Wiem za to na pewno, że po
kolejną książkę Bellon już nie sięgnę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz